Wschodnio-północna Sycylia – mini przewodnik

Luty 10
No comments yet

Po długim czasie przerwy przyszła pora na północną część Sycylii. Opowiem Wam dzisiaj co tam zobaczyliśmy, jakie miejsca odwiedziliśmy i oczywiście pokażę kilka pięknych kadrów. Jestem ciekawa czy byliście na tej wyspie, a jeśli nie, to czy moje wpisy Wa zachęciły żeby tam pojechać. Koniecznie dajcie znać tutaj, albo na Facebooku.

U podnóży Etny

Katania

Do Katanii przylecieliśmy samolotem Ryanair z Krakowa, ale nie zostaliśmy w tym miejscu, jak już wiecie z poprzedniego wpisu. Wpadliśmy tutaj dopiero w drugiej połowie urlopu. Pierwsze wrażenie było naprawdę słabe, a to głównie z powodu tego, że padał deszcz, a i ludzi było tu znacznie więcej niż w miejscach, w których do tej pory byliśmy. To ciekawe jak szybko człowiek przyzwyczaja się do kameralnych uliczek, pustych knajpek i wspaniałej ciszy. W Katanii już na pierwszy rzut oka zapowiadało się inaczej. No ale nie ma się raczej co dziwić – jest to jedno z głównych sycylijskich miast i zapewne przez obecność lotniska będzie tu więcej ludzi niż gdzie indziej.

Zwiedzanie Katanii rozpoczęliśmy od katedry św. Agaty i placu, który się obok niej znajduje. Warto tutaj dodać, że święta Agata jest patronką wyspy i w wielu miejscach można znaleźć jej kult. Oczywiście nie ma placu katedralnego bez fontanny – tutaj też można ją zobaczyć. Jest to obelisk z pomnikiem słonia.

Stojąc tyłem do katedry ruszyliśmy najpierw w prawą stronę i po drodze podziwialiśmy piękno tamtejszej architektury. Następnie wróciliśmy i przeszliśmy na drugą stronę aż do słynnego tutaj targu rybnego. No nie powiem – ślinka ciekła na sam widok tych pyszności. Targ już powoli się zamykał, ale i tak na stoiskach było mnóstwo smakołyków. Nie tylko w sumie ryb, ale też mnóstwo warzyw i owoców. 

Późniejszy spacer powierzyliśmy już raczej przypadkowi i powędrowaliśmy uliczkami Katanii. Dotarliśmy między innymi do dawnego rzymskiego amfiteatru, a właściwie to jego ruin. To dość niesamowite, że mimo takich kataklizmów jak trzęsienia ziemi, takie miejsca jak to pozostają – może nie w nienaruszonym stanie, ale takim, w którym bez problemu można je podziwiać tysiące lat po tym jak powstały. 

Kolejnym punktem spaceru były Ogrody Belliniego, które podejrzewam, że są prześliczne wiosną i latem. Naszą grudniową aurą były dość szare i smutne, ale i tak fajnie było się tutaj wybrać i chwilkę odsapnąć. 

Szukając z kolei miejsca na obiad trafiliśmy pod budynek opery Teatro Massimo. Nie zrobił on na mnie piorunującego wrażenia, ale zrzucam to na karb tej paskudnej aury ;)

Castelmola

Wybierając drugi nocleg chciałam aby ta miejscowość była malownicza, pięknie położona i koniecznie z widokiem na Etnę. Chciałam mieszkać w takim miejscu, które będzie miało balkon z takim właśnie widokiem. W taki właśnie sposób znalazłam Castelmolę. Nie wzięłam pod uwagę tylko jednej rzeczy – ilości zakrętów jakie trzeba pokonać, żeby tam się dostać. Już drugi zjazd na dół powodował u mnie narastający strach i mdłości, a przecież tę trasę mieliśmy pokonywać 2 razy dziennie przez 3 dni. No nie powiem, łatwo mi nie było, ale teraz ostatecznie wspominam to całkiem nieźle. Sama miejscowość zrekompensowała mi te niedogodności.

Castelmola położona jest przy tej samej drodze co pewnie dobrze znana Wam chociaż z nazwy Taormina. Tylko z tą różnicą, że Castelmola położona jest jeszcze wyżej. Miasteczko nie jest zbyt duże, a poza sezonem w ogóle świeci pustkami. Jeden sklep spożywczy otwarty jest oczywiście zgodnie ze wszystkimi zasadami, czytaj: sjesta. Trzeba zatem pamiętać, której godzinie najlepiej się do niego wybrać. I oczywiście nie jest to żaden supermarket, tylko mały sklepik z ladą. 

Mieszkanie, które wynajęliśmy miało taras, ale co z tego jak Etna była za chmurami ;) Na szczęście nie przez cały nasz pobyt i ostatniego dnia pięknie nam się pokazała. Naczytałam się o ciekawych miejscach, do których można tutaj pójść coś zjeść i w dodatku nasycić oczy widokiem wulkanu. Zgadza się, ale tylko w sezonie. W grudniu niemalże wszystkie te miejsca były zamknięte. Z tych, o których czytałam tylko słynny bar Turrisi przyjmował gości, ale również świecił pustkami. Co takiego niezwykłego jest w tym barze? Wszechobecne penisy – klamki, uchwyty, oparcia krzeseł, figurki na stołach, figurki na barze itp. Żeby nie powielać opowieści o tym miejscu odsyłam Was do Natalii, która bardzo szczegółowo opowiada na swoim blogu o tym miejscu. W ogóle z bloga Natalii bardzo mocno skorzystałam przy organizacji tej podróży :)

Co ciekawe, tuż obok penisowego baru znajduje się kościół San Giorgio. Nie jest on ogromny, bo i samo miasteczko jest malutkie, więc idealnie wpasowuje się w tutejszy klimat. W Castelmoli jest jeszcze jedno ciekawe miejsce do zobaczenia – ruiny zamku. Nie ma oficjalnych informacji z którego dokładnie okresu pochodzi, ale jedno jest pewne – widoki stąd były i będą piękne. 

Zostawiam Was zatem z widokami z Castelmoli.

sycylia północna

sycylia północna

sycylia północna

sycylia północna

sycylia północna

sycylia północna

sycylia północna

sycylia północna

Taormina

Myślę, ze niewielu osobom trzeba będzie przedstawiać Taorminę. Jest to jedna z najsłynniejszych sycylijskich miejscowości. Położona niezwykle malowniczo, na wzgórzu, na drodze pełnej serpentyn i pięknych widoków. Poza sezonem idealna do zwiedzania – nie chcę nawet myśleć co się tutaj dzieje, kiedy drogi są pełne turystów. Zauważyliśmy, że poniżej miejscowości znajduje się parking, na którym można zostawić samochód, a następnie busikiem dojechać do miasta. Podejrzewam, że przy dużym ruchu jest to wręcz obligatoryjne. 

Nie mieliśmy specjalnego planu na jej zwiedzanie – podtrzymywaliśmy nasz sposób, który praktykowaliśmy do tej pory na wyjeździe, czyli spokojne spacerowanie uliczkami. Skupiliśmy się na Corso Umberto I – głównym deptaku, wyłączonym z ruchu, dzięki czemu spacer jest prawdziwą przyjemnością. Nie zwiedzaliśmy Teatru Greckiego, więc nie powiem czy warto, ale opisy mówią, że mając więcej czasu można byłoby tam zajrzeć. Ulica, którą spacerowaliśmy to przede wszystkim liczne sklepy, restauracje i kawiarnie. Ale nie tylko – w bocznych uliczkach można się zachwycić pięknymi zdobieniami, czy klimatem rodem z filmów, a naprzeciwko kościoła jest wspaniały taras, z którego rozciąga się widok na morze. 

sycylia północna

sycylia północna

sycylia północna

sycylia północna

sycylia północna

sycylia północna

sycylia północna

sycylia północna

sycylia północna

sycylia północna

sycylia północna

sycylia północna

Mesyna

Po zaparkowaniu samochodu ruszyliśmy na spacer, który zaprowadził nas na Plac Katedralny. Stoi na nim słynna wieża zegarowa, której mechanizm jest największy na świecie. Codziennie o godzinie 12:00 odbywa się tutaj swego rodzaju pokaz – gra muzyka, a figurki, które widzicie na zdjęciu poniżej poruszają się. Może nie jest to jakoś mocno zachwycające, ale na pewno swój urok, bo w niewielu miejscach można oglądać takie pokazy. 

Kolejnym ważnym miejscem w Mesynie jest Tempio Votivo di Cristo Re. Jest to ogromny barokowy kościół na planie ośmiokąta, z 1900 roku. Tuż obok kościoła można zobaczyć największy we Włoszech dzwon, który został odlany z brązu z armat odebranych żołnierzom podczas pierwszej wojny światowej. Nie dotarliśmy do Santuario della Madonna di Montalto z pomnikiem Jana Pawła II, ale zapewne znajdziecie go w przewodnikach, więc rzucam temat. 

Ze wzgórza, na którym położony jest kościół Tempio, można oglądać piękna panoramę portu, w tym pomnik Madonny de la Letter. Na pomniku wyryty jest napis „Błogosławieństwo dla was i waszego miasto”, który wiąże się legendą o św. Pawle. To podobno on, przed tysiącami lat, głosił tutaj swoją naukę i mieszkańcy poprosili go aby mogli mu towarzyszyć w wędrówce do Ziemi Świętej, gdzie chcieli zobaczyć Maryję. Nie tylko doszło do tego spotkania, ale Matka Boska pobłogosławiła dodatkowo miasto i jego mieszkańców. 

północna sycylia

północna sycylia

północna sycylia

północna sycylia

To tyle jeśli chodzi o wspólne zwiedzanie Sycylii! :)

(Visited 12 times, 1 visits today)