Tu i teraz – luty i marzec

Kwiecień 11
No comments yet

Czy Wy też macie wrażenie, że miesiące w tym roku uciekają w zastraszająco szybkim tempie. Ja rozumiem, że spieszy nam się do wiosny, do ciepła i zrzucenia grubych rzeczy, ale kaman (!) kalendarzu, może trochę wolniej? Już za moment weekend majowy, a co za tym idzie mój tegoroczny 2-tygodniowy urlop. Nie mogę się już doczekać, bo ruszamy na wycieczkę objazdową po Czechach. Będziemy w kilku fajnych miejscach, które z pewnością pokażę Wam na blogu. Nie może być inaczej! A tymczasem zapraszam na podsumowanie moich ostatnich dwóch miesięcy. 

Tu i teraz w lutym i marcu


Mieszkanie

Małymi kroczkami zmierzamy ku temu, aby wykańczać nasze mieszkanie. Ponad 2 miesiące przebywania w nim utwierdza mnie w przekonaniu, że to był dobry wybór. Goście, którzy do nas wpadają potwierdzają moje myśli. Niby metrażem nie jest duże, ale mamy fajnie wykorzystaną przestrzeń, przez co wydaje się naprawdę spore. Jest jasno, przytulnie, tak już domowo. I to nic, że nie ma jeszcze szaf i w pokojach nadal stoją pudła z rzeczami. To się już niedługo zmieni. Najtrudniejszym dla mnie elementem jak się okazuje jest wybór firanek. No nie wiem, jakoś ich wybieranie totalnie mnie nie kręci. Ramki na zdjęcia, magnesy, kalendarze, zegarki, pudełka – wszystko mogę wybierać, a do tych nieszczęsnych firanek nie mogę się zebrać. Może jak nadejdą cieplejsze dni i słońce zacznie nam wpadać jeszcze bardziej do salonu i pokoi, to wtedy w końcu się zmotywuję?

Jeśli podglądacie mnie na Instagramie, to pewnie widzieliście nowe meble, które zagościły w salonie i sypialni – ława oraz dwa stoliki nocne zrobione przez teścia. Są dokładnie takie, jakie chciałam <3

Wyjazdy

Były dwa – jeden to wyjazd ode mnie z pracy, a drugi to Wrocław. Na wyjeździe z pracy byliśmy w Białce Tatrzańskiej. W końcu, po długiej przerwie pojechaliśmy w góry. Na nartach nie jeździliśmy, ale za to napawaliśmy oczy cudownymi widokami. Jednak góry zimą mają w sobie bardzo dużo uroku. I choć amatorką tej pory roku zdecydowanie nie jestem, to muszę przyznać, że urzekają mnie ośnieżone stoki, szlaki i ogólnie śnieżna perspektywa dookoła.

Do Wrocławia wybraliśmy się świętować moje urodziny. Nie było zbyt intensywnie, bo byłam w środku chorowania, ale i tak się cieszę, że w końcu tam zagościliśmy. Wrocławianie mają bardzo ładny rynek, a do tego ciekawe, wyspiarskie położenie. Na blogu pojawił się wpis, do którego Was odsyłam :) A gdybyście chcieli dowiedzieć się, w jakich pysznych miejscach się stołowaliśmy, dajcie znać – zdradzę je, bo do tej pory tylko odbiorcy mojego newslettera mieli okazję je poznać ;)

A tak na zachętę zdjęcie przepysznego hummusu, zjedzonego we Wrocławiu <3 Jak się okazuje – brukselkę da się lubić!

Newsletter

A jeśli już jesteśmy przy newsletterze to tak! – założyłam go w końcu. Jestem niezmiernie dumna i szczęśliwa. Jak zwykle w przypadku moich blogowych zmian, powstał nieco spontanicznie, ale przecież w życiu chodzi nie tylko o planowanie. Warto sobie czasem pozwolić na odrobinę szaleństwa. Dzielę się w nim tym, o czym na blogu nie piszę, bo na przykład nie ma ku temu okazji, a chciałabym żebyście też wiedzieli, poznali coś, co poznałam i ja. Jest on dla mnie takim przedłużeniem bloga i Instagrama. Zapraszam :)

http://newsletter.zafascynowanazyciem.pl/

Urodziny

Marzec bardzo lubię, bo jest miesiącem moich urodzin. Od kilku lat staram się ten dzień spędzać poza domem, na wyjazdach, w Polsce lub za granicą. Za każdym razem umilam sobie go czymś pysznym, wyjściem, widokiem, miłym towarzystwem. To taki specjalny dzień, taki dla siebie. Ja po prostu bardzo lubię mieć urodziny. Jednym z prezentów urodzinowych był garnek żeliwny, który bardzo chciałam mieć do pieczenia chleba. Sprawdza się świetnie! Co prawda zdjęcie poniżej nie jest efektem jego działania, ale chlebki, które w nim robię wychodzą bardzo podobnie :)

Angielski

Już chyba o tym wspominałam, ale bardzo chciałam rozruszać swój angielski. Znalazłam native speakera i umówiłam się na lekcję. No i jakoś tak wyszła z tego klapa – konwersacje nie były rozmową, a czytaniem na głos tekstów. No nie do końca, a właściwie wcale nie było to co, czego oczekiwałam. na ten moment zrezygnowałam z lekcji, ale już myslę co by tu wykombinować dalej :)

Basen i masaż

Z powodu choroby, ale też i wyjazdu, miałam dość długą przerwę w pływaniu. Oj, to nie jest dobre, nie jest. Forma spada naprawdę szybko i pierwsze zajęcia po powrocie są ciężkie. Uczę się teraz najbardziej wymagającego stylu, czyli delfina. Idzie jak po grudzie, ale wciąż do przodu ;)

Tak w skrócie wyglądały dwa ostatnie miesiące. Teraz żyję już myślą o nadchodzącym urlopie. A co u Was? – pochwalcie się, opowiedzćcie :)

(Visited 78 times, 1 visits today)