Tu i teraz – kwiecień i maj 2018

Czerwiec 3
No comments yet

Mimo że czas w tym roku płynie mi błyskawicznie, to i tak bardzo się cieszę, że w końcu przyszła wiosna. Można nawet powiedzieć, że to już prawie lato. Temperatury są już dość wysokie, pojawiły się pierwsze burze i letnie deszcze. W tym roku dostrzegam jakoś wyraźniej objawy wiosny i jej piękno. Może przez tę zieleń panoszącą się po parkach i łąkach? Jest tylko jeden minus takiego stanu rzeczy – zdecydowanie nie chce mi się siadać do komputera ;) Leży blog, leży newsletter, ale wiecie – trzeba żyć! Zapraszam na kwietniowe i majowe tu i teraz.

Tu i teraz

Na urodziny dostałam od kolegów i koleżanek z pracy garnek żeliwny, o którego zakupie myślałam już bardzo długi czas. Ogromnie marzyły mi się chleby z chrupiącą skórką i pachnąca nimi kuchnia. Naoglądałam się takich pięknych u Patrycji i chodziły za mną krok w krok. Pierwsze próby mam już za sobą i zdecydowanie ten sposób pieczenia przypadł mi do gustu. Testuję różne przepisy, ale w sumie nie szukam jakiegoś jednego, idealnego. I tak wiem, że za każdym razem będę piekła z innej receptury – tak już mam. Muszę na pewno popracować nad cięciem chleba. Chciałabym uzyskać takie piękne wzory jak tutaj:

Takie przemyślenia dziś chlebowo-filozoficzne mam. Kiedy upiecze się chleb brzydszy, nieforemny, skórka jakaś jak lawa zastygła, patrzymy na niego i widzimy tylko to – zewnętrze. „Coś Ci nie wyszedł ten chleb, nie za ładny”. Kiedy możemy już ukroić pierwszą kromkę, spróbować, popatrzeć na miąższ, jego strukturę, poznać zapach, wilgotność i sprężystość, z pierwszym kęsem nagle oczy się zamykają i widzimy tylko okiem wewnętrznym. Czujemy to tak silnie, że otoczka znika i już nie sposób patrzeć i rozumieć inaczej. Już widzimy tylko to, co ważne. Z chlebem trochę jak z nowo poznanymi ludźmi. Czasem długo widać tylko twardą skórkę, obskubie się ciut piętkę, zanim ktoś pozwoli nam „się ukroić” i zajrzeć do środka, gdzie ciepło miękko i dobrze. Czasem cudna skórka jest tylko mirażem, a środek zaskoczeniem. Bywa i tak😜 A czasem i środek i skórka kompatybilne są. W każdym razie, proszę Państwa, piątek się upiekł, pachnie i chrupie… __________________________ #sourdougbread #sourdough #bread #homemade #homebaker #justyeast #realbread #wildyeast #truflachleb #breadporn #foodfeed

A post shared by Patrycja Dolecka (@trufla.blog) on

W tym roku postanowiłam zgłosić się na SeeBloggers, czyli dosyć sporą konferencję dla blogerów. Dostałam się i już pod koniec czerwca wybieram się do Łodzi. Jestem bardzo ciekawa jak to wydarzenie będzie wyglądało, bo nigdy nie brałam udziału w czymś podobnym. W konferencjach tak, ale nie były one stricte skierowane do blogerów. Opinie co do poprzednich edycji są podzielone, ale zdecydowanie chcę wyrobić swoją własną.

Przełom kwietnia i maja to również mój urlop – wyjazd do Czech i w Bieszczady. Na blogu pojawiły się do tej pory trzy posty, a planuję jeszcze jeden. Hmm, może przyjdzie jakiś deszcz, to wtedy na pewno siądę do pisania ;) Pragę zwiedzałam już kolejny raz, ale i tak nadal jest w niej tyle pięknych miejsc, które zawsze mnie zachwycają oraz takich, których jeszcze nigdy nie widziałam. Tak właśnie było i tym razem – zwiedzałam nie tylko te najbardziej popularne miejscówki, ale też i te, o których nie pisze się w przewodnikach.

Posty:

Co zobaczyć w Pradze cz.1

Co zobaczyć w Pradze cz.2

Śladem czeskich zamków

Golden hour #prague #praha #praga #czechy #goldenhour #sunlight #cityview #view #instaview #gold

A post shared by Marta (@zafascynowanazyciem) on

Niezmiennie pięknie jest również w Bieszczadach – tym razem zdobywaliśmy Połoninę Caryńską i Wetlińską.

To oczywiście nie jedyne wyjścia w górki – ostatnimi czasy dość mocno trenujemy i budujemy formę, żeby w końcu w tym roku zdobyć Rysy. W zeszłym nie udało się ze względu na pogodę, ale w tym roku mam nadzieję, że żadne prognozy nie pokrzyżują naszych planów. W ostatnich dniach zdobywaliśmy Turbacz, Babią i Górę, a na koniec, na spokojnie – Leskowiec. Jestem bardzo ciekawa czy lubicie góry – dajcie znać!

Koniecznie jeszcze muszę Wam opowiedzieć o niezwykle ważnym dla mnie wydarzeniu – pobiłam swój własny rekord w pływaniu. W ciągu jednych zajęć 45-minutowych przepłynęłam 46 długości basenu, co daje odległość równą 1,1 kilometra! Dla mnie to naprawdę ogromne przeżycie – w szczególności biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze ponad rok temu panicznie bałam się na wodzie położyć. Po wyjściu z basenu nogi mi drżały niemiłosiernie, ale satysfakcja była ogromna. No i oczywiście mam już nowy cel – 50 długości. Myślę, że spokojnie do ogarnięcia podczas wakacji ;)

Nadchodzące dni i tygodnie będą dla mnie też pełne obdarowywania innych prezentami. Jest kilka okazji i już nie mogę się doczekać ich realizacji! Pomysły na prezent pojawiają mi się w głowie zazwyczaj niespodziewanie. Zobaczę coś w internecie czy na Instagramie i gotowe! Tym razem zrobię też prezent sama sobie – dwa lata temu leciałam na paralotni, a tym razem skuszę się na coś bardziej dla ciała, korzystając z oferty Prezentmarzeń. Tego typu prezenty idealnie nadają się na wszystkie okazje – jeśli tylko wiecie co najlepiej by pasowało do obdarowywanej osoby, warto skorzystać :)

A na koniec mały update z mieszkania – w końcu mamy firanki! Skończyło się podglądanie przez sąsiadów z bloku naprzeciwko ;) Nie ma jeszcze co prawda rolet, które ochronią nas przed słonecznym żarem, ale i tak cieszę się bardzo. Może i optycznie mieszkanie się zmniejszyło, ale na pewno zyskało na przytulności. Mała rzecz, a cieszy :)

To tyle, jeśli chodzi o fajne momenty w kwietniu i maju. Oczywiście było ich znacznie więcej, ale wiecie – część z nich jest tylko moja. Jeśli macie ochotę, podzielcie się swoimi momentami. Będzie mi też bardzo miło, jeśli zapiszecie się do mojego newslettera. Box do zapisu znajduje się u góry, w prawym menu – tak, tak, jest już zgodny z RODO, więc bez obaw możecie mi powierzyć swoje dane. A tymczasem miłego niedzielnego popołudnia!

(Visited 64 times, 1 visits today)