Kulturalny Kraków #1

Styczeń 9
No comments yet

Nowy rok na blogu postanowiłam otworzyć postem, a nawet cyklem z dziedziny kultury i sztuki. Ani jedno, ani drugie nie jest mi obce – może nie jestem wybitnie obeznana w tym temacie, ale wszelkiego rodzaju przejawy kultury są mi bardzo bliskie. Lubię teatr, lubię sztukę, lubię malarstwo. Nie mam swoich faworytów w tych dziedzinach, bo wiecie – po prostu chłonę to, co widzę i jest mi z tym bardzo dobrze. Do teatru staramy się chodzić chociaż raz w miesiącu. Mamy nawet swój ulubiony teatr w Krakowie i to w nim właśnie widzieliśmy spektakl, o którym dzisiaj chcę Wam opowiedzieć. Mam nadzieję, że moja tendencja teatralna się utrzyma i będę mogła z powodzeniem przez cały rok prowadzić ten cykl.

Teatr Stary im. Heleny Modrzejewskiej, ul. Jagiellońska 5

Do Teatru Starego w Krakowie chodzimy od wielu lat, a w ostatnich zdecydowanie częściej ze względu na świetną promocję, tzw. pierwszy czwartek miesiąca. Tego dnia można kupić tańsze bilety. W zeszłym roku było to 25 złotych, w tym – 30. Sami widzicie, że cena naprawdę mocno zachęca do wizyty w teatrze :) Szczególnie, jeśli przyjdzie nam ją porównać do cen regularnych, czy cen w innych miejscach. Minusem tej promocji jest oczywiście to, że wybór spektakli jest ograniczony – można kupić bilety wyłącznie na dany miesiąc. Jak się domyślacie, nie na wszystkie udało się załapać.

Wracając natomiast do spektaklu – wybraliśmy się drugi raz na „Króla Leara” Szekspira, w reżyserii Jana Klaty. Tego reżysera już co prawda nie ma w teatrze, bo urzęduje teraz w Poznaniu, ale bardzo się cieszę, że jego spektakle są jeszcze na deskach Starego. Rewelacja to mało powiedziane – Klata robi nieziemskie sztuki, które potrafią wbić w krzesło. Ponieważ mojemu M. bardzo przypadł do gustu „Król Lear”, gdy byliśmy pierwszy raz, postanowiliśmy wybrać się ponownie. I nie żałowaliśmy! Wysoki poziom został zachowany, muzyka przenikała do głębi, gra aktorska rewelacyjna, scenografia nieprzytłaczająca i idealnie pasująca.

Największy jednak szok przeżyłam już po spektaklu. Co prawda od samego początku coś mi nie pasowało, ale że pamięć moja krótka, to nie pokapowałam się o co chodzi. Otóż, aktor grający króla nie żyje od prawie trzech lat. Tron, na którym siedział jest pusty, ale aktorzy grają tak, jakby tam był. Na monitorach z boku sceny natomiast wyświetlają się sceny ze spektakli, w których brał udział. Powiem Wam, że to było niesamowite odczucie dowiedzieć się o tym. Dodam jeszcze, że realia sztuki przeniesione są do Watykanu, a król zasiada na tronie papieskim, w odpowiednim stroju rzecz jasna. Myślę, że to jeszcze bardziej potęguje ciekawy odbiór tego spektaklu.

[aktualizacja: doczytałam właśnie na stronie teatru, że od momentu śmierci aktora, spektakl grany jest w zmodyfikowanym kształcie – wcześniej nie widziałam tej informacji].

Nie jest to lekki spektakl, bo i tematyka nie lekka, ale naprawdę warto. Chociażby dla świetnej muzyki czy gromkich oklasków, którymi warto okrasić na koniec aktorów.

A Wy co ostatnio widzieliście w teatrze?

(Visited 87 times, 1 visits today)