Kuchenne nowości: quinoa i fasolka mung

Luty 18
No comments yet

Być może pamiętacie jeszcze mój post z produktami spożywczymi, których chciałabym spróbować. Okazało się, że sam Święty Mikołaj przeczytał mój wpis i pod choinkę dostarczył dwa z mojej listy! I kto powiedział, że on nie istnieje, ha! Jeśli tak jak ja lubicie eksperymentować w kuchni i próbować nowych rzeczy, polecam również i te. Są bardzo proste w obróbce, a można poznać smaki, z którymi być może nie mieliście jeszcze do czynienia. Zapraszam zatem do stołu – przed Wami czerwona quinoa i fasolka mung! Smacznego czytania :)

quinoa

Zacznę od quinoa, bo też i jej pierwszej próbowałam. Po polsku, to po prostu komosa ryżowa, roślina która pierwotnie była uprawiana na terenie Ameryki Południowej. Dzisiaj te maleńkie ziarenka to przede wszystkim mnóstwo zdrowia. Jest bogatym źródłem białka, a także manganu, miedzi, fosforu, magnezu i cynku. Ponadto ma sporo witaminy E, a zawarte w niej tłuszcze są tymi zdrowymi – takimi, jak występując między innymi w rybach.

Jak wiele ziaren, tak i komosę przed gotowaniem warto przepłukać. Pozbędziemy się wtedy gorzkawego posmaku. Gotujemy w proporcji 1:2, a więc 1 porcja quinoa i 2 porcje wody. Po doprowadzeniu całości do wrzenia, zmniejszamy ogień, przykrywamy i gotujemy 10-15 minut aż wsiąknie wodę. Charakterystyczną cechą mówiącą o tym, że quinoa jest gotowa, są małe „ogonki”, które wyrastają z ziarenka – przypominają mi one swoim wyglądem kiełkującą rzeżuchę.

Komosę ryżową można wykorzystywać przede wszystkim jako dodatek do dań głównych, na takiej samej zasadzie jak kaszę lub jako główny składnik np. sałatek. Tak naprawdę można połączyć różne składniki, żeby uzyskać wyśmienite danie. Ja wrzuciłam do misko, co miałam w lodówce i wyszła genialna sałatka!


fasolka mung

Fasolka mung, inaczej fasola złota – choć sam kolor mówi co innego, to roślina z bobowatych. A to prędzej – rzeczywiście przypomina swoim wyglądem bób – jest tylko zdecydowanie mniejsza. Oryginalnie pochodzi z drugiego końca świata niż quinoa, bo z Indii. Porównując jej właściwości z poprzedniczką są one niemalże takie same – możecie tylko zamienić witaminę E na witaminę B. Dzięki takim benefitom świetnie nadaje się do diety wegetariańskiej i tej ogólnie zwanej „zdrowszą”.

Proces gotowania fasolki mung jest nieco bardziej skomplikowany – mianowicie, podstawą jest jej namoczenie, ale to pewnie nie dziwi – praktycznie każdą fasolę się moczy. Należy użyć proporcji 1:3, czyli 1 szklanka fasoli i 3 szklanki wrzącej wody, zalać i odstawić do odmoczenia. Po tym czasie (u mnie dłuższy) można gotować – na początku na większym ogniu, żeby pozbyć się toksyn, a następnie na spokojnym aż do miękkości. Będą na pewno pojawiały się „szumy”, które należy zebrać. Gotowanie zajmuje ok. 40 minut – jeśli jednak, tak jak ja, będziecie moczyć fasolę dłużej niż podany czas, samo gotowanie zajmie kilkanaście minut mniej.

I tu podobnie – można jej używać jako dodatek do sałatek czy dań głównych, zup, a także jako składnik wegetariańskich kotletów czy mięsnych gulaszy, również do past na kanapki. Jak widzicie – możliwości jest masa!

To jak – kto jadł albo ma zamiar spróbować tych dwóch pyszności?

źródła obrazków: www.123rf.com/ www.wikipedia.org

(Visited 94 times, 1 visits today)