Jedzenie na Teneryfie

Kwiecień 24
1 Comment

Jedzenie, w miejscach które odwiedzam, to jedna z najfajniejszych wakacyjnych przygód. Uwielbiam próbować nowe smaki, więc tym chętniej przygotowuję się już przed wyjazdem do tej uczty dla zmysłów. Tak było i tym razem – w końcu Teneryfa to wyspa hiszpańska, a jak hiszpańska, to oznacza jedno – świeże owoce morza. Na to najbardziej czekałam, bo je po prostu uwielbiam. Ale nie myślcie sobie, że tylko je można jeść na Teneryfie. Poczytajcie co jeszcze fajnego można zasmakować na wyspie.

Jedzenie na Teneryfie

Zacznijmy od czegoś do picia – ja przez cały wyjazd raczyłam się sangrią – jest to napój alkoholowy, składający się z wina i zazwyczaj ogromnej ilości świeżych owoców. Powiem Wam, że co miejsce, to inna ta sangria. Po pierwsze – inaczej podana, po drugie – mniej lub bardziej alkoholowa, po trzecie – z mniejszą lub większa ilością owoców, mniej lub bardziej zróżnicowanych. Wszędzie jednak była orzeźwiająca i idealnie pasowała do tamtejszego klimatu i potraw. 

teneryfa jedzenie

teneryfa jedzenie

Miłośnikom kawy polecam natomiast spróbować kawy po kanaryjsku, czyli barraquito. Przygotujcie się jednak na ogromną ilość słodyczy w tym napoju – ja piłam tylko raz i wystarczyło na cały wyjazd. Jednak już tak odzwyczaiłam się od cukru, że nie mogę znieść w napojach. Barraquito składa się z ułożonego warstwami, kolejno mleka skondensowanego, likieru 43, espresso i spienionego mleka. Na koniec dodaje się skórkę cytryny lub limonki i ewentualnie cynamon. Podobnie, jak w przypadku sangrii, tak i tutaj spotkaliśmy się z różnymi formami podania.

jedzenie teneryfa

jedzenie teneryfa

jedzenie teneryfa

Od napojów przejdźmy do serów – Teneryfa jest rajem dla smakoszy serów kozich. Na targu w Santa Cruz de Tenerife czułam się jak w raju – to tam właśnie sprzedawano przeróżne serki. Ogólnie, można wyróżnić trzy rodzaje serów kozich produkowanych na wyspie – fresco, to te świeże czyli można je jeść już nawet tego samego dnia. Queso semicurado to ser dojrzewający dłużej niż 35 dni, a curado to ten, który leżakował ponad 105 dni. Mmmm niebo dla podniebienia! Dla nosa może nieco mniej, bo jednak zapach jest bardzo intensywny, ale jeśli lubicie kozie sery, to naprawdę ich spróbujcie. Na targu pani zapakowała nam je próżniowo, więc bez obaw mogliśmy nawet zabrać do bagażu samolotowego (oprócz fresco). Najlepsze jest to, że ich ceny nie są wcale wysokie w porównaniu z tym co mamy w Polsce. Za kilogram semicurado płaciliśmy 12-13 euro.

jedzenie teneryfa

Jeśli jesteście bardziej głodni i macie ochotę nie tylko na drugie danie, ale i zupę, to polecam skosztować tych z owoców morza. Najbardziej uwielbiam to, że takie dania pachną morzem, pachną świeżo, pachną naturalnością, a nie mrożonkami. My akurat jedliśmy zupę rybną i zupę z owocami morza. Ta druga była zdecydowanie bardziej morska, rybna smakowała mi nieco jak pomidorówka ;)

jedzenie teneryfa

jedzenie teneryfa

Będąc przy zupach rybnych, nie mogę wspomnieć o świeżych rybach. Ich miłośnicy będą mieli tutaj prawdziwy raj. W restauracjach warto pytać o rybę dnia – będzie wiadomo, że jest świeża w 100%. W wielu miejscach widuje się lodówki, w których leżą ryby i można sobie wybrać, którą się chce mieć przygotowaną. My jedliśmy między innymi morszczuka i solę. Ryby były zazwyczaj podawane z surówką ze świeżych warzyw.

jedzenie tenerfya

jedzenie tenerfya

jedzenie tenerfya

jedzenie tenerfya

Chyba najbardziej jednak znanym hiszpańskim daniem jest paella. Można ją zjeść nie tylko na Teneryfie, ale i w całej Hiszpanii kontynentalnej. Najpyszniejszą jadłam w Barcelonie – te na Teneryfie były smaczne, choć niczego nie urywały ;) Były różnie podawane – jedne serwowano nam od razu na talerzu, inne przynoszono na patelni i następnie wkładano na talerz. Paella jest na pewno daniem sycącym, bo jej głównym składnikiem jest ryż. Do tego owoce morza i można porządnie się najeść. W restauracjach serwowana jest również wersja z kurczakiem – to dla tych osób, które nie przepadają za owocami morza.

jedzenie teneryfa

jedzenie teneryfa

Na koniec zostawiałam najwspanialsze wspaniałości – moje ukochane owoce morza i tapas. Tapas to takie przekąski, można powiedzieć – przystawki. Serwowane są zazwyczaj przed daniem głównym, chociaż patrząc na rozmiary niektórych z nich, można śmiało jeść jako danie główne. Tyle, że wtedy warto wziąć kilka do spróbowania. Najpyszniejsze tapas jedliśmy wieczorem po powrocie z wulkanu i … nie mieliśmy aparatu, żeby je uwiecznić na zdjęciu. Musicie sobie tylko je wyobrazić – grillowane mule, grillowane krewetki i awokado z pastą krewetkową. A tymczasem pokażę Wam jeszcze inne pyszności.

Papas arrugadas, czyli ziemniaki – dokładnie tak, małe ziemniaczki gotowane w skórkach, w mocno osolonej wodzie. Po odparowaniu sól zostaje na nich i powiem Wam, że jak nie jem soli, tak tutaj bardzo mi to smakowało.

Mojo rojo i mojo verde, czyli sosy podawane do ziemniaczków. Mojo rojo robiony jest z czerwonych papryczek i teoretycznie powinien być ostry, ale co miejsce to inny sos, inne podanie i inny stopień ostrości. Nie mam go akurat na zdjęciu. Mojo verde jest łagodniejszy, robiony z kolendry. Ogólnie te sosy były przygotowane na dwa sposoby – albo były gęste, albo rzadsze – ze sporym dodatkiem oliwy. W niektórych miejscach serwowano również sosy śmietanowe.

Na zdjęciu poniżej widzicie jeszcze coś w rodzaju paluszków rybnych – smażone w głębokim oleju, całkiem dobre.

Na tym zdjęciu natomiast kolejne tapasy – marynowane zielone papryczki, smażone kalmary i chopitos, czyli małe mątwy panierowane i smażone na głębokim oleju. Są przepyszne! Jeśli nie straszne Wam jest jedzenie owoców morza, to ta przystawka jest obowiązkowa. Jak widzicie, zarówno ryby, jak i owoce morza są serwowane z dodatkiem cytryny do skropienia – wtedy smakują jeszcze lepiej!

Tutaj natomiast mieszanka wszystkich tych wcześniejszych wspaniałości, z dodatkiem malutkich rybek, również smażonych na głębokim oleju. Ogólnie sporo potraw jest serwowanych właśnie w ten sposób. O ile w Polsce unikam jak ognia, tak tam nie mogłam sobie odmówić ;)

jedzenie teneryfa

Będąc na Teneryfie miałam też okazję spróbować dania, którego nigdy nie jadłam – ośmiornicę w delikatnym sosie oliwno-octowym. Jak smakowała? Przedziwnie. Na początek może odstraszać jej wygląd, a szczególnie te widoczne przyssawki. Konsystencja jest gumowata, a smak w połączeniu z sosem całkiem fajny. Tyle, że jest to danie, którego spróbowałam i raczej nie będę często wracać. Na pewno bym się nie nie zajadała ;) 

jedzenie teneryfa

A czego nie spróbowaliśmy na Teneryfie? Conejo en salmorejo, czyli królika w sosie. W większości miejsc, w których pytaliśmy albo go nie było, albo trzeba było sobie zamówić na drugi dzień. Nie jedliśmy też bardzo popularnych kanapek – arepa. Można je kupić w małych knajpkach lub sklepikach. To nic innego jak bułki na ciepło z przeróżnym wypełnieniem. Śniadania robiliśmy we własnym zakresie, więc może dlatego nie było okazji ich spróbować. 

I … to jeszcze nie koniec tego wpisu! Poniżej przygotowałam listę cen przeróżnych produktów czy dań, które kupowaliśmy – będziecie mieli mniej więcej rozeznanie jak to wygląda. Dane na marzec 2017 :)

barraquito 1,70-2 euro

mule 7,60 euro

grillowane krewetki 8,90 euro

sangria (1l) 10,20 euro

ryby 10-14 euro

ziemniaczki ok. 3 euro

paella 9-12 euro

Zapewne można było popróbować jeszcze innych kanaryjskich specjałów, ale zwyczajnie zabrakło nam czasu a naszym brzuszkom pojemności. Będziemy mieli co próbować następnym razem. Jestem ciekawa czy lubicie kuchnię hiszpańską?