Jak pogodzić życie prywatne z zawodowym i nie dać się zwariować?

Listopad 27
1 Comment

Do tej pory na blogu ukazywały się wywiady, które skupiały się na przedstawieniu danej profesji. Dzisiaj będzie jednak inaczej, a to wszystko za sprawą Marty, z którą miałam okazję przeprowadzić projekt pod nazwą taką, jak tytuł dzisiejszego wpisu. We wszechogarniającym nas pędzie codziennego życia i pracy coraz częściej pojawiają się pytania, szczególnie ze strony kobiet, jak godzić na co dzień pracę i życie prywatne. Czy rzeczywiście jest to trudne i jest sens rezygnować z któregoś z tych aspektów? Stereotypy mnożą się na pęczki, a odpowiedzi dzielą się na dwa obozy – jeden twierdzi, że nie da się tych dwóch aspektów pogodzić, drugi twardo stoi okoniem.

Marta jest zdecydowanie przedstawicielką tego drugiego „obozu” i na dowód tego udzieliła mi odpowiedzi na kilka ważnych pytań. Niech będą one dla Was wskazówką jak można żyć, żeby nie tracić ani minuty i mieć satysfakcję z każdej sfery swojej codzienności.

Zacznijmy jednak od opowiedzenia kim jest Marta. Od sześciu lat pracuje w Fujitsu, obecnie na stanowisku Process Managera. W pracy skupia się głównie  na obserwowaniu więzi społecznych w obrębie zespołu oraz wykorzystaniu nieskończonych możliwości, które mogą ułatwić codzienną pracę w Reporting Tower (Wieża Reportingowa). Jej bieżący projekt obejmuje zarówno procesy, jak i zarządzanie ludźmi. W życiu osobistym jest mamą 11-latka i właścicielką leniwego kota o niebieskich oczach, a na koniec również kawoholiczką. Będąc zodiakalnymi Bliźniętami, nie usiedzi na miejscu, jest aktywna – biega i spędza czas na świeżym powietrzu, co działa jak najlepszy zastrzyk energii do codziennych zmagań. Z drugiej strony, jeśli tylko uzna to za konieczne, korzysta z „nicnierobienia”.

Marta, zacznijmy od Twojej pasji – biegania. Jak to się stało, że w ogóle zaczęłaś biegać?

Bieganiem zaraził mnie kolega z pracy. Najpierw zaciągnął na spotkania BBL (Biegam bo Lubię), a później podkusił do udziału w treningach DOZ, przygotowujących do Łódzkiego Maratonu. Udział w treningach pierwotnie miał tylko podtrzymać nawyk biegania w zimowej porze (trwały one od października do kwietnia). Do tego bieganie okazało się świetną metodą na rzucenie palenia (paliłam 3 lata zanim zaczęłam biegać). Po kilkumiesięcznych treningach z grupą pod dowództwem Tomka Osmulskiego, w marcu, uwierzyłam że mogę pobiec maraton. W kwietniu 2014, ukończyłam bieg z czasem 4 h 39 minut i jest to mój personal best. Emocje wspaniałe, duma unosiła mnie 5 cm nad ziemią i do tej pory uważam, że post-maratonowy ból uszlachetnia. Dziś bieganie jest nieodłączną częścią mojego życia, chociaż z uwagi na obowiązki domowo-służbowe ilość treningów zmalała. Ale, wciąż dążę do złotego środka, aby wreszcie móc znów ruszyć do kolejnych wyzwań biegowych pełną parą – na celowniku mam cykl biegów górskich – Perły Małopolski. W górach zakochałam się dwa lata temu i tak mi zostało.

Ja pływam i ten sport jest dla mnie przede wszystkim totalnym oderwaniem od rzeczywistości, od pracy zawodowej, od tego, co wokół mnie. A czym jest dla Ciebie?

Mam dokładnie tak samo – bieganie resetuje mi mózg. Mimo że na trening wychodzę zmęczona, to po treningu wracam pełna pozytywnej energii. Poza tym moje bieganie ma też swoje drugie dno – dzięki temu mój 11-letni syn ma przykład w domu, przykład, który daje mu do zrozumienia, że codzienna/regularna aktywność fizyczna, która sprawia nam frajdę, to nie obowiązek, ale stały punkt w naszym życiu. Do tego bieganie świetnie wpasowuje się w mój taki społeczny element charakteru – kiedy tylko mogę, to oddaję innym swoje „pokonane w żółwim tempie” kilometry w ramach biegów lub rywalizacji charytatywnych.

Sport to tylko, albo aż, jeden z aspektów Twojego życia – kolejnym jest praca. Opowiedz nam na czym ona polega.

Obecnie jestem Process Managerem, ale zarządzam też zespołem prawdziwych ludzi, takich z krwi i kości. PMem jestem od ponad roku, ale dopiero kiedy trafiłam na zespół szyty na miarę w styczniu 2017 (Reporting Tower), poczułam że mogę wziąć pod opiekę ludzi. Wcześniej, jako Problem Manager i pełniąca obowiązki Major Incident Managera, zajmując się m.in. identyfikacją i analizą problemów czy koordynacją ich rozwiązywania czułam, że to nie to. Wtedy też przeżyłam mały kryzys zawodowy i nie bardzo wiedziałam jak dalej potoczy się moja kariera. Na szczęście, dzięki otwartości Fujitsu i możliwościom jakie dawała nowo otwarta linia biznesowa (Service Management), znalazłam rolę i stanowisko, które mi odpowiada i sprawia, że czuję się zadowolona. Jeśli chodzi o zarządzanie ludźmi to jestem tzw. „zielony listek”, ale już wiem że chcę, aby moi pracownicy przede wszystkim mieli we mnie wsparcie. Po drugie, abym ich inspirowała do dalszej pracy i dalszego rozwoju. Być może bywam czasem nadopiekuńcza (jak to mama), ale najważniejsze jest dla mnie ich dobro. Wiem jak to jest kiedy pozostawienie zespołu (nawet najbardziej ogarniętego i samowystarczalnego) samemu sobie może negatywnie wpłynąć na nastroje i relacje międzyludzkie. Nawet najbardziej zmotywowani ludzie, ale pozostawieni bez opieki, bez wsparcia i takiej ludzkiej, pomocnej dłoni dłoni, mogą zwyczajnie nie wytrzymać i odpuścić, a wtedy mamy do czynienia z bardzo niebezpieczną sytuacją.

Oprócz bycia managerem jestem także „strażnikiem procesu” w Wieży Reportingowej, czyli dziale raportowania i analizy danych– jest to miejsce, gdzie dzieją się Excelowe cuda. Mimo że sama jeszcze dużo muszę się nauczyć, to praca z Excelem sprawia mi dużo frajdy i naturalnie wciąga. Poza tym jestem pod wrażeniem umiejętności excelowych naszego zespołu – szacun dla nich, bo wielu z nich jest samoukami, którzy osiągnęli bardzo wysoki poziom wtajemniczenia dzięki samozaparciu i samodyscyplinie. Ja jestem takim excelowym dinozaurem (też samoukiem – przychodząc do Fujitsu 6 lat temu nie miałam pojęcia co z czym i jak), ale otwartym na nowe i chętnym do nauki – tylko że ja zawsze w niedoczasie jestem.

Zawsze pytam moich rozmówców o największe zalety ich profesji – co dla Ciebie jest najważniejsze?

Praca z ludźmi, zadania które są dla mnie wyzwaniem, a które pozwalają mi wyjść poza tzw. comfort zone – nie przepadam za tym określeniem ale pasuje idealnie. Co do wychodzenia z naszej strefy komfortu to uważam, że żeby się na to zdobyć i z tego skorzystać, trzeba być na to gotowym, na siłę nie pójdzie.

Poza tym mam to szczęście że mam mądrą managerkę, która wymaga, ale też do której mogę zwrócić się po wsparcie. Jest osobą, która inspiruje, motywuje i wyciska z Ciebie to, co najlepsze.

W mojej pracy ciekawi mnie również zmiana pokoleniowa, jaką możemy obserwować w pracy z ludźmi. Managerem zostałam po 5 latach pracy w Fujitsu co dla wielu młodych ludzi, w dobie intensywnych karier i szybkich awansów, może to brzmieć jak absurd. Trochę mi zajęło żeby zrozumieć nowe standardy i podejście jakimi kierują się obecne pokolenia, niemniej uważam że zarówno jedni jak i drudzy, możemy się wiele od siebie nauczyć i skorzystać na tej wymianie doświadczeń.

W Twoim życiu jest jeszcze jeden bardzo ważny aspekt – bycie rodzicem. Powiedz nam, jak wygląda Twój typowy dzień?

Tak, zgadza się – jestem mamą 11-letniego Mateusza i jak to mama, zakochana jestem w synu bezgranicznie choć nie zawsze tak było. Mój instynkt macierzyński nie wybuchł pełną parą w dniu narodzin Mateusza – zarówno Młody, ja i mój instynkt dojrzewaliśmy równolegle. Do tej pory pamiętam, że przez pierwszych kilka miesięcy myślałam o Mateuszu jak o dziecku wypożyczonym i miałam wrażenie, że zaraz ktoś się po niego zgłosi – to „zaraz” trwa do dziś, z taką różnicą, że nikomu go nie zamierzam oddawać.

Na chwilę obecną moje rodzicielstwo przybrało na intensywności z uwagi na fakt, że Mateusz trenuje piłkę nożną – cztery treningi w tygodniu plus jego zacięcie do nauki sprawiają, że mało czasu zostaje dla mnie samej. Obiecałam sobie, że jako rodzic będę wspierać mojego syna w jego marzeniach. Jeśli chce być piłkarzem, to zrobię wszystko, żeby mu w tym pomóc. Marzeniem moim jest, aby spełniał się w swojej pasji i czuł radość z tego co robi (chociaż jak oznajmił mi któregoś dnia, że chce zostać youtuberem to troszkę zbladłam).

Rano jedziemy z Młodym do szkoły a potem do Fujitsu. Mój czas w pracy mija mi intensywnie – mniej lub bardziej, ale nie zamieniłabym obecnej pracy na żadną inną. Po 6 latach, odkąd dołączyłam do firmy, ponownie znalazłam dla siebie nowe miejsce w firmie i choć czasem bywa nerwowo, to wsparcie jakie dostaję od ludzi (bez względu na zajmowane stanowisko) działa cuda. Żeby nie było tak cukierkowo – największy problem mam ze zmęczeniem, ale chyba nie jestem jedyna – praca wysysa ze mnie sporą część energii, plus z roku na rok nie jestem młodsza, tak więc docierając do domu jestem przysłowiową dętką. Dlatego też muszę wyszukiwać coraz to bardziej sprytne techniki motywacyjne, żeby ruszyć się na trening.

Po pracy lecę na trening Mateusza – niby nie muszę, bo mąż w 80% bierze na siebie to zadanie, ale jadę tam, bo uwielbiam patrzeć jak Młody gra, jak oddaje pot i serce na boisku … coś pięknego. Po treningu odrabiamy lekcje, które zostały nam do dokończenia, no i wieczór już upływa błyskawicznie. W środy obowiązkowo seans przy „Grey’s Anatomy” i w sumie niewiele mi trzeba do „zjazdu”.

Nie mogę też nie wspomnieć o moim kocie – przecudne i zjawiskowe stworzenie. Jako dziecko spędzające wakacje na wsi (godzinami przesiadując w oborze i stodole), już od małej dziewczynki pragnęłam mieć kota (czasami też cielaczka :D). Moje marzenie spełniło się 5 lat temu. Ramzesa rozpieściłam do granic możliwości, ale nie żałuję – z kociarzami tak już jest, w sumie kociarz to stan umysłu :). Z kotem rozumiemy się bez słów, czasem tylko nie przesypiam dobrze nocy, bo np. o godz. 3:00 budzi mnie niezapowiedziany peeling czoła – jako dziecko nie sądziłam, że ten język potrafi być tak szorstki ;)

A co z weekendami – jak je spędzacie?

Weekendy spędzamy sezonowo:

– w okresie rozgrywek ligowych Mateusza niemal każdy weekend to wyjazd na mecz,

– w okresie letnim, jeździmy na działkę – przy okazji wietrzymy kota.

Poza tym nic szalonego – dla mnie weekend to okazja do nadrobienia zaległości z tygodnia i pustek w lodówce.

Gdybyś miała zdradzić moim Czytelnikom trzy najważniejsze zasady, którymi kierujesz się w swoim aktywnym i pełnym energii życiu, to co by to było?

1) oddychaj

2) zatrzymaj się na chwilę i żyj świadomie, dziękuj za to co masz

3) mądra gospodyni idzie z duchem czasu i ułatwia sobie życie- nie jest lekko, zwłaszcza jeśli twoja mama i teściowa robią obiad z pięciu dań wg wieloletnich tradycyjnych receptur, presja ogromna ale da się zrobić.

Dodając jeszcze coś od siebie, chciałabym powiedzieć, że moje życie jest tylko pozornie opanowane. Wbrew wrażeniu jakie można odnieść, dużo w moim życiu fartu i przychylności losu. Ale może to jest właśnie kwintesencja życia. Chciałam kiedyś kontrolować swoje życie totalnie, ale tak się nie da; zwariować można i do tego zrobić sobie krzywdę. Dlatego pozwalam sobie i uczę się odpuszczać – nie jest to łatwe, raczkuję w tej dziedzinie, ale myślę że tak reklamowany zdrowy egoizm może zdziałać wiele dobrego w naszym życiu. Jak pogodzić to wszystko? – nie ma uniwersalnego przepisu. Sama czasem się dziwię że udaje mi się tak zwyczajnie prześlizgnąć. Warto żyć w zgodzie z sobą, nie udawać (nie takie proste), znaleźć swoją pasję, nie stać w miejscu – latka lecą, człowiek się zmienia i szkoda czasu na stagnację. Rozwijać możemy się w różnych dziedzinach i kierunkach, ważne żeby coś się działo. :) Każda zmiana to początek czegoś nowego, a błąd jest bezcenną lekcją na przyszłość i nic nie dzieje się bez powodu (choć czasem ten powód poznajemy z opóźnieniem).

Rozmowa z Martą idealnie pokazuje, że jak się chce i ma się dużo samozaparcia, nie ma nic trudnego w tym, żeby godzić życie prywatne z zawodowym. Mam wrażenie, że tylko osoby wiecznie narzekające, nie są w stanie odpowiednio zagospodarować swojego czasu. Takie mam refleksje rozglądając się dookoła siebie i słuchając tu i tam różnych wypowiedzi. Może powiecie mi, że nie znam życia, bo nie mam jeszcze dzieci. Owszem, tej sfery mojej egzystencji jeszcze nie rozpoczęłam, ale biorąc pod uwagę inne zajęcia i to w jaki sposób organizuję swoje życie, myślę że i to „zajęcie” nie będzie ani przeszkodą w realizacji moich celów, ani uciążliwością ani też czymś, czego nie zdołam pogodzić z innymi obowiązkami.

Pamiętajcie – jeśli się chce, można! Koniecznie dajcie mi znać jak to jest w Waszym przypadku. Jak godzicie pracę zawodową z życiem prywatnym? Z jakimi wyzwaniami na co dzień się spotykacie i jak Wam idzie zmaganie się z nimi?

A jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o pracy w Fujitsu zajrzyjcie tutaj: http://www.therealdeal.pl/.

(Visited 331 times, 1 visits today)
  • Nigdy nie jest tak, że nie ma czasu na inną sferę życia, niż ta dominująca. Jak widać, najważniejsze to wyznaczyć sobie priorytety i konsekwentnie z nich korzystać.