Gruzińska Droga Wojenna

Lipiec 31
2 komentarze

DSC_0750Kolejny dzień i kolejna wyprawa. Pomyśleć, że przez chwilę nie chciałam tam jechać – miałabym czego żałować! Cała trasa ciągnie się przez 208 km od Tbilisi do Władykaukazu w Północnej Osetii – terenu spornego, na którego obszar raczej się nie wjeżdża. Nasza droga miała długość ok. 130 km – do Kazbegi lub Stepancminda. W utrzymanie Drogi Wojennej miał swój wkład również Polak – Bolesław Statkowski. W 2 poł. XIX wieku projektował zmiany i koordynował prace. Dzisiaj jest ona w naprawdę dobrym stanie – może za wyjątkiem krótkiego odcinka, gdzie brakuje asfaltu :) Zacznijmy jednak od początku.

Pierwszym przystankiem był zbiornik Żinwali, który możecie podziwiać na zdjęciu głównym. Jego pojemność to 520 mln metrów sześciennych – działa tutaj elektrownia wodna. Przy zbiorniku znajduje się również forteca Ananuri i cerkiew Zaśnięcia NMP. W cerkwi zachowały się dość dobrze freski przedstawiające sceny Sądu Ostatecznego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERANie pamiętam dokładnie w którym punkcie naszej podróży znajdowały się miejsca opisane poniżej, w związku z tym będą one miały swoje miejsce teraz :) Warto jeszcze zauważyć, że pogoda na trasie była mocno zmienna – im bliżej gór, tym zimniej i bardziej pochmurno. W trakcie jazdy zatrzymaliśmy się w przepięknym miejscu – był to taras widokowy, ale jaki! Pełną parą – takiego chyba jeszcze nigdy nie widziałam.

DSC_0803Ma on kształt koła, a w jego wnętrzu można podziwiać malunki, które jak sądzę przedstawiają ważne wydarzenia z życia Gruzji. Niestety wszystko opisane po gruzińsku więc niewiele mogę Wam powiedzieć ;) Jedynie to, że został wybudowany dla uczczenia 200 lat panowania Rosji na tym obszarze… Warto zatrzymać się w tym miejscu, bo widoki są … nie do opisania. W tym właśnie miejscu można poczuć jak tu pięknie i jak piękniej będzie jeszcze dalej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERAW dalszej drodze natknęliśmy się na kolejne ciekawe miejsce. Były to skały trawertynowe – tworzą one coś w rodzaju schodów, z których spływa woda prosto ze źródła. Znajduje się tu nawet kranik, z którego można czerpać wodę do butelek.

20140709_132651Tego dnia przejeżdżaliśmy też przez Gudauri – znanego w Gruzji kurortu narciarskiego. Nie ma tu jednak praktycznie nic oprócz hoteli, kwater prywatnych i restauracji, które w sezonie z pewnością tętnią życiem. Pokrywa śnieżna utrzymuje się tutaj nawet do maja, a więc przez większość roku, bo zaczyna się już w listopadzie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPo długiej podróży dotarliśmy wreszcie do sedna naszej wycieczki – miasta Stepancminda, znanego również jako Kazbegi. Nasz kierowca już po drodze załatwił dalszy transport na górę, stanowiącą świetny punkt widokowy. Małym, ale sprytnym samochodzikiem wspinaliśmy się powoli do góry. Droga była … hmm, trudna i wyboista. Na szczęście dotarliśmy do celu bezpiecznie. A na górze? Po pierwsze znajduje się tutaj monaster Cminda Sameba, usytuowany na wysokości 2170 m n.p.m. To tutaj chronione były skarby narodowe w trakcie okupacji – miejsce to jest symbolem narodowym Gruzji.

kazbePrzy okazji podzielę się z Wami bardzo praktyczną uwagą na temat zwiedzania monasterów. Mężczyźni mogą do nich wchodzić tylko w długich spodniach, kobiety z kolei w spódnicach i chustach na głowach. Oczywiście należy mieć również zakryte ramiona. W trakcie upałów raczej trudno ubierać się w długie ubrania, ale cerkwie są na to przygotowane – przed wejściem kobiety mogą założyć spódnice lub fartuchy i chusty. W takim ekwipunku można śmiało zwiedzać świątynie. Poniżej prezentuję się Wam w stroju godnym turysty :D

OLYMPUS DIGITAL CAMERASzczytu Kazbek niestety nie udało nam się zobaczyć, gdyż znajdował się gdzieś tam daleko, za chmurami.

DSCN4121

DSCN4095Absolutnie nie popsuło nam to humorów. Po drugiej stronie wzgórza rozciągały się bowiem przepiękne widoki na inną górę – Shan. Mimo niesprzyjających warunków pogodowych, mogliśmy ją oglądać niemalże w pełnej krasie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERAPo zjechaniu z góry udaliśmy się w kolejne miejsce … prawie na „koniec świata”. A tak naprawdę w pobliże granicy z Rosją. Gdzieś tam, za górami …

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPodobno Rosjanie niezbyt chętnie wpuszczają na swój teren Gruzinów, którzy z kolei dla nich mają granicę otwartą.

Tego dnia odwiedziliśmy jeszcze jedno miejsce – wodospad. Najpierw jednak musieliśmy się zmierzyć z niezbyt łatwą drogą. Im wyżej, tym mocniej padający deszcze czynił ją dość hardcorową. Nie poddając się, dotarliśmy do kolejnego budzącego zachwyt punktu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERAA tak wyglądała ścieżka …

dscTen dzień był dość długi, ale zwieńczył go przepyszny obiad w drodze powrotnej do Tbilisi :)

(Visited 214 times, 1 visits today)