Ciekawostki o Bali

Wrzesień 16
5 komentarzy

O Bali można pisać i pisać. Jest to wyspa pełna tak skrajnych opinii, że do dzisiaj nie wiem, co o niej sądzić. Z jednej strony wydaje się być rajem, z drugiej nie jest tak kolorowo. Z jednej strony sprawdza się to, o czym można poczytać na blogach, a z drugiej – jest zupełnie odwrotnie. Podejrzewam, że jeśli przyjdzie Wam kiedyś tam pobyć, będziecie mieli swoje, jeszcze inne wrażenia i spostrzeżenia. Tymczasem przed Wami ciekawostki o Bali – zapraszam do lektury, a kolejnym razem ruszamy z kopyta – pokażę Wam wiele wspaniałych miejsc na wyspie. Wszystkie informacje zawarte w tym poście to albo subiektywne opinie, albo zasłyszane od taksówkarzy i mające miejsce w sierpniu 2016 roku :) – tak dla ścisłości. 

Ciekawostki o Bali

Na wyspie nie ma żadnego problemu ze znalezieniem bankomatów. No dobra, może na wiosce zabitej dechami ich nie ma, ale praktycznie w każdej miejscowości, którą odwiedzaliśmy był nie tylko jeden bankomat, ale nawet kilka! Na dowód tego zdjęcie poniżej :) Najczęściej widziałam BNI i Mandiri.

Bali

To właśnie tutaj można zasmakować bycia milionerem – 1,000,000 rupii to jakieś 300 naszych polskich złotych. Tutaj jeszcze informacja dodatkowa o bankomatach – zazwyczaj mają one ograniczenia kwot, które można wybrać. My najwięcej mogliśmy wybrać 1,5 miliona.

Jeśli już jesteśmy przy pieniądzach, to warto wspomnieć o balijskich supermarketach. Co rusz widać MiniMart czy inne podobne – uwaga! Te miejsca są zdecydowanie najdroższe, bo dla turystów. Przyuważyliśmy, że miejscowi oprócz ulicznych sklepików, których tutaj na pęczki (takich przy domach), kupują w Indomart. Ceny tutaj potrafią być nawet po połowę (!) niższe niż w pozostałych miejscach. Kilka tysięcy na wodzie czy izotonikach to spora różnica.

Parę dni przed naszym przylotem, Bali obchodziło Dzień Niepodległości – było widać wszędzie flagi indonezyjskie (odwrotnie ułożone kolory niż w Polsce). Sama wyspa wydaje się dosyć bezpieczna – jest sporo policji, resorty pozamykane, ochrona, kontrole. Poza tym, jeden z naszych kierowców powiedział, że tutaj możemy się czuć swobodnie, bo oni są „indu”, nie muzułmanami. Pozostawiam bez komentarza … ;)

To właśnie tutaj zobaczyłam prawdopodobnie najpiękniejszy kwiat na świecie – plumeria wygląda wręcz zachwycająco – rośnie w wielu miejscach, a jej kwiaty są przepiękne. Zazwyczaj białe, twarde i gładkie, a do tego pachną obłędnie!

bali plumeria

Polacy i tutaj są myleni z Rosjanami – chyba musimy się z tym pogodzić. Chyba tylko w Gruzji słysząc nasz język, wiedzieli, że jesteśmy z Polski. Tutaj niektórzy mocno się zastanawiali, gdzie ta Polandia leży. Pewnie majaczyła gdzieś w okolicach Rosji ;)

Jeszcze raz to powtórzę – kierowcy z uporem maniaka zabierają turystów w najbardziej turystyczne miejsca, jakie znają – począwszy od świątyń po restauracje. Nasz kierowca na przykład zabrał nas na jedzenie, które było droższe niż w restauracji 4* hotelu, w którym mieszkaliśmy ;) Trochę im się nie dziwię – pewnie chcą pokazać swój kraj z jak najlepszej strony. A szkoda, bo są tacy turyści, którzy lubią oglądać prawdę :)

W trakcie jednej z podróży przejeżdżaliśmy obok balijskiego więzienia – podobno siedzą tam tylko ci, którzy palą marihuanę.

Ceny parkingów dla motorów oscylowały zazwyczaj w granicach 2,000 IDR, za samochód osobowy – 5,000 IDR.

Ciekawe jest również to, co zobaczyliśmy w hotelu – na suficie był napis „Kiblat”. Nie bardzo wiedziałam o co chodzi, ale z pomocą przyszedł mi Internet – jest to oznaczenie kierunku modlitwy dla muzułmanów. Strzałka wskazuje Mekkę.

kiblat islam

W czerwcu, lipcu i sierpniu wieje na Bali wiatr, który mieszkańcy wykorzystują do organizowania … zawodów w puszczaniu latawców i festiwali. Widzieliśmy ich mnóstwo i robiły naprawdę niesamowite wrażenie! Przy okazji festiwalu – dowiedziałam się że balijscy uczniowie maja tylko miesiąc wakacji – w czerwcu. Uczą się od poniedziałku do soboty.

Wiecie co? Okazuje się, że założenie skarpetek do japonek wcale nie musi być obciachowe ;) A przynajmniej nie na Bali! Japonki to najpopularniejsze obuwie na wyspie – są sklepy, w których całe ściany są nimi obwieszone – do wyboru, do koloru. A o co chodzi z tymi skarpetkami? Po prostu Balijczycy ciepło się ubierają, gdy siadają na skuter, ot tyle!

W miejscowościach, które są kurortami, bardzo trudno o bezpłatne i publiczne plaże. Większość to te przy hotelach, z leżakami, pięknym piaskiem i drinkami. Jeszcze Wam pewnie o tym opowiem, ale w jednym miejscu ładnie się uchodziliśmy, żeby znaleźć sobie jakieś miejsce. Na pewno bezpłatne plaże są w Kucie, ale tam akurat się nie zapuszczaliśmy.

Bali

Na balijskich ulicach panuje ogromny ruch, naprawdę ogromny. Takiego chyba jeszcze nie widziałam – gdzie się nie obejrzeć SKUTERY. Są ich tysiące, bo to podstawowy sposób poruszania się Balijczyków. Nawet dzieciaki nimi jeżdżą – nie ma się co dziwić, skoro za prawo jazdy wystarczy zapłacić i dać zdjęcie. Żadnych kursów, egzaminów, nic. Skuterami jeździ się szybciej niż samochodami w wielu miejscach. Przeciskają się między autami, po chodnikach, prawą, lewą stroną, wszędzie gdzie się da. Już wspominałam, że mój strach był przeogromny – powtórzę to jeszcze raz – bałam się jak cholera! Ale jedno jest pewne – takiego Bali jakie zobaczyłam ze skutera, nie ma szans poznać z samochodu. Tego się trzymajcie!

Na wyspie są bardzo dobrze widoczne pływy wody. Rano jest mnóstwo wody? – można być niemalże pewnym, że za kilka godzin jej nie będzie. Gdy zobaczyłam to pierwszy raz, byłam w szoku. Nie raz widziałam już przypływ i odpływ, ale tutaj było to wręcz niesamowite!

O Bali mówi się, że to wyspa tysiąca świątyń – trzeba by tu było doprecyzować – kilkudziesięciu tysięcy świątyń! Praktycznie w każdym domu jest świątynia, albo coś na jej wzór. Do tego, jeśli rodzina jest bogatsza – buduje swoja własną świątynie. Ponadto, wyczytałam, że w każdej wsi musi być ich co najmniej trzy. A do tego jeszcze (!) mają świątynie dla ogółu, gdzie gromadzą się przy większych uroczystościach. Nie okłamię Was, gdy powiem, że Bali to jedna wielka świątynia :)

bali ołtarzyk

Bali to enklawa hinduizmu – cała Indonezja jest muzułmańska, a tutaj jest inaczej. Tę religię po prostu aż widać – jest to niezwykle ciekawe. Nigdy nie widziałam takich obrzędów czy tradycji. Dosłownie wszędzie składane są ofiary dla bogów w postaci bambusowych koszyczków z darami – głównie kwiaty, ryż i kawałki jedzenia. Koniec końców to gnije i palą na stertach śmieci, albo jedzą to psy, ale pełen szacun dla ich religijności.

bali hinduizm (2)

bali hinduizm (1)

Jak już jesteśmy przy śmieciach – na pewno nie można powiedzieć, że jest to czysta wyspa ;) Śmieci walają się wszędzie, a przy zajrzeniu za róg można dostać palpitacji serca widząc sterty nieczystości. Co gorsze – te śmieci są później palone, łącznie z plastikami, gumami, oponami itp. Fuj fuj fuj! I zupełnie nie ma znaczenia czy jest to miejsce publiczne czy prywatna posesja – wszędzie jest podobnie. 

Od taksówkarza dowiedzieliśmy się, że na Bali powszechna jest korupcja i że bardzo często nie da się załatwić swoich spraw bez dania komuś w łapę. Pytał nas jak to jest w Polsce? ;)

Teraz coś o jedzeniu – okazuje się, że wtedy gdy byliśmy na wyspie owoce wcale nie były jakieś bardzo tanie. Kasowali nas, że hohoho, mimo targowania ;) Ale nic to – objedliśmy się mnóstwa pyszności, więc na pewno było warto. A takie mango jak tam jadłam, to niebo w gębie! Owoce służyły nam też za porcję słodkości, bo jak się okazało w sklepach nie za bardzo można znaleźć jakieś cukierki. Jest sporo wafelków z różnymi nadzieniami czy ciastek, które znamy z naszych sklepów i niewiele więcej. Miłośnicy kawy pamiętajcie – w restauracjach podają najczęściej niezbyt smaczne lury, czyli Bali coffeee. Żeby napić się konkretniejszej, trzeba szukać ekspresu. 

Bardzo ciekawie na Bali wyglądają wjazdy do miast, miasteczek i wsi. W większości miejsc jest coś w rodzaju bramy wjazdowej albo lepiej – murki wjazdowe. Po obu stronach drogi stoją kamienne kolumny, bogato zdobione – są bardzo podobne stylistyką do zdobień widocznych w świątyniach. Jedne bramy są mniej, inne bardziej okazałe. Na wielu z nich są też kute tablice z nazwą miejscowości. Nie tak jak u nas – jakieś zwyczajne zielone ;) 

bramy do miast bali

Spora część mieszkańców wyspy to rolnicy – wszędzie widać tarasy ryżowe, a sam ryż to podstawa diety Balijczyków. Zresztą, widzieliście to już w poście o kuchni Balii. Jeżdżąc po wyspie zauważyliśmy też miejsca, w których ludzie parają się rękodziełem – wykonują przeróżne rzeczy z kamienia, szkła, drewna, bambusa. Wiele z nich to prawdziwe dzieła sztuki!

Na koniec zostawiłam sobie sarongi – ozdobne chusty, które należy zakładać przy wchodzeniu do świątyń. Muszę tutaj powiedzieć, że zasady ich noszenia odczuwałam jako bardzo nieuregulowane. W jednych miejscach bezwzględnie musieliśmy je zakładać, a w innych słyszeliśmy „you don’t need it”, bo na przykład mieliśmy długie spodnie. Ze zdjęcia poniżej wynika, że odpowiedni strój to sarong, spod którego nie wystają długie spodnie oraz odpowiednia góra, czyli najlepiej dłuższy rękaw i zakryte ramiona.

 sarongi bali

Dajcie znać, czy coś Was może zaskoczyło na Bali?

(Visited 904 times, 1 visits today)