O body language z przymrużeniem oka – 5 faktów

Sierpień 10
6 komentarzy

Od wielu lat w biznesie, w życiu codziennym czy rodzinnym mówi się o body language, czyli języku ciała. Specjaliści próbują doszukiwać się przeróżnych informacji mówiących o człowieku i jego stosunku do innych, na podstawie ruchów ciała i twarzy. Ale czy aby na pewno tak jest? Prosty przykład – ręce skrzyżowane na klatce piersiowej. Według „alfabetu” języka ciała jest to oznaka izolowania się od otoczenia i postawy antagonistycznej. A co jeśli jest nam po prostu zimno i w ten sposób chcemy się ogrzać? Ja na przykład tak właśnie robię i nie mam w zamiarze separować się od mojego rozmówcy. Jednym słowem, trzeba zachować dozę rozsądku i od razu nie szufladkować osób, z którymi rozmawiamy. Przygotowałam dla Was 5 faktów o body language, pisanych z nieco przymrużeniem oka. Po to z przymrużeniem oka, żeby nie do końca obalać istnienie „alfabetu ciała”.

Body language – 5 faktów, pisanych z przymrużeniem oka


1. Body language (pol. język ciała) to nie do końca język.

Właściwie większość znanych nam języków ma podstawy teoretyczne i na ich bazie tworzone są słowniki, ustalane reguły i zasady stosowania. W body language o takich podstawach nie za bardzo możemy mówić, chociażby z prostego powodu, o którym napisałam na początku. Nie zawsze to, co mówi nasze ciało będzie zgodne z przypuszczeniami wysnuwanymi przez naszych rozmówców. Zależy bowiem od wielu czynników – kontekstu (np. jest nam zimno), indywidualnego człowieka (ma taki tik nerwowy) i relacji między rozmówcami (lubią się/nie lubią się/znają się/nie znają się). Jedynie w przypadku, gdy za gestem idzie słowo, mamy więcej pewności, że dobrze odczytaliśmy „alfabet”. Na przykład gest „OK” potwierdzony komunikatem słownym.

2. Ingerowanie w cudzą przestrzeń osobistą powoduje dyskomfort.

Każdy z nas buduje wokół siebie coś w rodzaju „bańki mydlanej”, zwanej inaczej przestrzenią osobistą. Wkraczanie w nią nie jest mile widziane, szczególnie jeśli rozmawiamy z kimś po raz pierwszy. Dlatego też chociażby wspomniane wcześniej założenie rąk na siebie możemy słusznie odczytać jako blokowanie dostępu, ale głównie przez to, że naruszymy czyjąś strefę osobistą, a nie dlatego że ta osoba nie będzie chciała z nami utrzymywać kontaktu.

3. Wiele ruchów twarzy ma uniwersalne znaczenia.

Wyobraźmy sobie, że chcemy pokazać złość, szczęście, smutek, zaskoczenie czy strach – okazywane są one w różnych kulturach w bardzo podobny sposób. Szczęśliwą twarz jesteśmy w stanie rozpoznać nawet na końcu świata. Problem pojawia się wtedy, gdy mamy do czynienia z oszustwem – gdy ktoś gra i pokazuje fałszywe uczucia, nie jesteśmy w stanie odczytać ich w sposób prawidłowy. No chyba, że jesteście super detektywami – to szacun!

4. Nie tak łatwo odczytać body language nowo poznanej osoby.

Każdy człowiek jest indywidualną jednostką, która niekoniecznie wpisuje się w utarte szablony. Może się okazać, że dwie osoby zupełnie inaczej wyrażają tę samą emocję – wtedy nie mamy możliwości zastosowania jednego wzoru, według którego na przykład możemy powiedzieć, że ta osoba nie jest nami zainteresowana, wyraża znudzenie czy też inne emocje. Owszem, są osoby, które wysyłają jasne komunikaty – z innymi trzeba się nieco bardziej nagłowić, żeby dobrze odczytać ich intencje.

5. Wykrycie kłamstwa na podstawie języka ciała jest często bardzo trudne.

No bo czy każda osoba, która nie patrzy nam w oczy albo wykonuje nerwowe gesty jest kłamcą? NIE! Nie możemy zatem tego uogólnić z prostego powodu – możemy w ten sposób daną osobę posądzić niesłusznie. Pewne amerykańskie badania mówią, że jest niewielki ułamek ludzi, którzy posiadają umiejętność rozpoznawania kłamców na podstawie drobnych przesłanek, ale nie zawsze mają oni rację. Dlatego też nie spieszmy się z wydawaniem fałszywych sądów jeśli nie mamy wystarczająco dużo dowodów.

A Wy co myślicie o body language? Ufacie mu do końca?

źródło obrazka: http://facilitationfirst.com/

(Visited 562 times, 1 visits today)