5 rzeczy, które warto w życiu odpuścić

Marzec 27
No comments yet

Ten tekst napisałam podczas choroby – złapał mnie jakiś wirus i jak tylko lepiej się poczułam, siadłam z, nie wiem skąd wziętą energią, do pisania. Może po prostu takie kryzysowe momenty dobrze na mnie działają? Poniekąd tak – pozwalają nieco przystopować i zastanowić głębiej nad niektórymi sprawami. Z drugiej strony, energia którą zyskuję dość szybko się wytraca i znowu muszę wrócić do łóżka. Niemniej jednak efektem finalnym są takie wpisy jak ten.

W ostatnich miesiącach szerzy się dość mocno idea hygge i slow life. Facebook i Instagram są pełne zdjęć, z których emanuje spokój, równowaga i piękne życie. Podoba mi się to, bo pokazuje, że można w pełni korzystać z tego, co jest nam dane, ciesząc się tym jak najpełniej. I chociaż nie miałam jeszcze w ręce najbardziej znanej książki omawiającej ten temat, to i tak udało mi się znaleźć fajny cytat, który idealnie oddaje ideę dzisiejszego wpisu.

Chwile hygge to przebłyski codzienności, które nas uszczęśliwiają. Najwspanialsze z nich lśnią i migoczą jak gwiazdy na niebie. Kiedy umiesz je nazwać, uświadamiasz sobie, że są na wyciągnięcie ręki.

Tylko czekają, aż je zauważysz.

Marie Tourell Søderberg – Hygge. Duńska sztuka szczęścia

No dobrze, co dalej z tym odpuszczaniem? Przede wszystkim na wstępie muszę Wam powiedzieć, że to jest moja subiektywna opinia. Żadna z tych rzeczy nie powinna przyjmować zbyt skrajnych form – we wszystkim należy trzymać umiar i kierować się swoimi własnymi potrzebami i odczuciami.

Problemy innych ludzi

Owszem, empatia to bardzo dobra cecha i dzięki niej można zrobić wiele dobrego dla innych. Ale czy poza sytuacjami, w którym możemy komuś pomóc w rozwiązaniu jego problemów, jest sens się nimi zajmować? Przecież każdy z nas ma swoje codzienne „problemy” – takie mniejsze i większe. Po co dodatkowo ładować sobie do głowy rzeczy, które nie maja bezpośredniego przełożenia na nasze własne życie? Po co zajmować swoje myśli tymi rzeczami? Chyba tylko po to, żeby gorzej spać :/

Opinie innych ludzi na nasz temat

Czy powinno nas interesować to, co sądzi na nasz temat pani Krysia, Zdzisia czy Marysia? No nie za bardzo. Jeśli żyjemy swoim życie, według własnych zasad i według norm, które nam odpowiadają, jesteśmy zgodni sami ze sobą. A to, że inni ludzie żyją według odmiennych od naszych zasad? – to tylko i wyłącznie ich sprawa. Gdybyśmy wszyscy postępowali tak samo byłoby strasznie nudno na Ziemi. Te same zainteresowania, te same normy moralne, te same opinie, te same uciechy i tak dalej. Nie tak jest ten świat zbudowany. Dzięki różnorodności możemy się przede wszystkim rozwijać.

Toksyczne znajomości

Czystki w telefonie i na FB wykonuję tak mniej więcej raz na rok. Nie mówię, że wszystkie kontakty, które kasuję są właśnie z kategorii tych toksycznych. Nie, ale do tego punktu zaliczyłabym również te znajomości, które nic nie wnoszą do naszego życia. Osoby, które poznaliśmy gdzieś, przy okazji, albo znajomi, z którymi praktycznie wcale się nie spotykamy. Toksyczne relacje negatywnie wpływają na nasze samopoczucie, mogą powodować poczucie winy czy wyrzuty sumienia. A po co sobie to robić? Nie ma sensu.

Rzeczy, na które nie mamy ochoty a są trendy

Może słowo trendy nie jest tu dobrym rozwiązaniem, ale niech pod tym pojęciem znajdą się te wszystkie rzeczy, o których rozprawia się w trakcie przerwy obiadowej w pracy, podczas spotkań ze znajomymi czy na forach. Dla mnie takim przykładem są seriale – oprócz tych, które na nieszczęście zaczęłam oglądać kiedyś tam i które wracają jak bumerang z czwartym czy piątym sezon, nie oglądam niczego nowego. Bo przede wszystkim do niczego innego mnie nie ciągnie. A skoro nie mam ochoty, to nawet mimo, że słyszę że „powinnam”, to i tak do nich nie siadam. No jakoś mnie to nie rajcuje. Wyjątkiem są sytuacje, gdy ktoś mi bardzo skutecznie zarekomenduje coś. Tak było w przypadku serialu „Wataha”, o którym nasłuchałam się w pracy i faktycznie do niego siadłam. A jak siadłam, to wstałam po drugim sezonie ;)

Zaczęte książki, które nam się nie podobają

Jeszcze ze dwa-trzy lata temu nie odłożyłam książki, którą zaczęłam przed jej skończeniem. Nawet jeśli mi nie leżała, jeśli długo ją czytałam, albo z przerwami, męczyłam się – nie! Nie odłożyłam i koniec. Dzisiaj nie mam z tym problemu. Jeśli „nie czuję” danej lektury, nie czuję się w obowiązku jej kończenia. Bo i po co. Przecież w tym czasie mogę wziąć do ręki kolejną książkę, która z kolei pochłonie mnie bez reszty i nie będę się mogła od niej oderwać. Zdecydowanie polecam Wam takie rozwiązanie, jeśli macie podobnie, jak ja miałam kiedyś. Książki są przecież po to, żeby między innymi czerpać radość z ich czytania.

Tyle ode mnie Moi Drodzy. Jestem bardzo ciekawa co Wam udaje się odpuszczać w życiu. Kto wie, może dowiem się jeszcze od Was o rzeczach, na które ja sama powinnam zwrócić większą uwagę i wyeliminować je ze swojego życia?

(Visited 1 109 times, 1 visits today)